Green Donkey to firma, która powstała z pasji do szycia, sporej porcji kreatywności i ogromnej chęci tworzenia dla dzieciaków.

Green Donkey to firma, która powstała z pasji do szycia, sporej porcji kreatywności i ogromnej chęci tworzenia dla dzieciaków.

Historia Green Donkey

Mam na imię Iza. Jestem mamą pięcioletniego Noela. Fakt, że chcesz dowiedzieć się więcej o mnie i o Green Donkey, bardzo mnie cieszy 🙂

Moja szyciowa” historia miała swój początek wiele lat temu, kiedy byłam małą dziewczynką. Wtedy to wydawało mi się, że maszyna do szycia jest po prostu meblem, taką integralną częścią wystroju naszego mieszkania. Kiedy zasiadała do niej moja babcia Marcia, ja, siedząc z boku, bacznie obserwowałam, jak spod jej igły wychodzi kolejny „uszytek”. Dla mnie, kilkuletniej dziewczynki to były swoiste dzieła sztuki. Babcia szyła piękną pościel, ale ja najbardziej zapamiętałam urocze sukienki, które projektowała dla mnie i dla mojej siostry. Przykładała ogromną wagę do szczegółów, każda falbanka, guziczek, haft były perfekcyjnie dopracowane. Dzisiaj wiem, że to po babci Marci odziedziczyłam pasję do szycia i dbałość o szczegóły. Mimo, że nie zdążyła osobiście nauczyć mnie wielu rzeczy, to do dziś dumnie korzystam z wielu akcesoriów krawieckich, jakie po sobie zostawiła, w tym z podstawowego atrybutu każdej krawcowej- centymetra.

Jestem wdzięczna mamie za to, że zachowała wszystkie te rzeczy w idealnym stanie i po latach mi je przekazała- to moje skarby!

Filutek- to jego pierwszego stworzyłam! Był on pieskiem- przytulanką, uszytym z flaneli w kratkę, w miejscach oczu miał dwa guziczki, a na jego pyszczku widniał szczery, ręcznie wyhaftowany uśmiech. Każdej nocy tuliłam go do snu 🙂

Niestety, któregoś dnia Filutek padł ofiarą mojego żywego czworonoga…A może by go tak wskrzesić po tych 30 latach? 😉

Po latach rozpoczęłam naukę w szkole krawieckiej, którą z bólem serca musiałam przerwać z powodu przeprowadzki do innego miasta. Maszynę jednak zabrałam ze sobą. Towarzyszyła mi w codziennym życiu, dużo szyłam, zostając samoukiem.

Kiedy będąc w ciąży z Noelem przyszedł czas na kompletowanie wyprawki, przekopując Internet, nie mogłam znaleźć nic, co chwyciłoby mnie za serce. Postanowiłam, że sama wszystko uszyję i… to był strzał w dziesiątkę! Po pierwsze – sprawiło mi to ogromną przyjemność, a po drugie – okazało się nowym sposobem na życie 😉

Moje rękodzieła pokazałam znajomym, którzy zaczęli składać u mnie pierwsze zamówienia.

W końcu zaczęłam przygodę z chustonoszeniem, a potem z nosidłem. Zakochałam się w tej formie noszenia Noela, był blisko mnie, bezpieczny, spokojny, czułam, jak wytwarza się ta magiczna więź między mamą a dzieckiem, której nie sposób porównać z niczym innym. Byliśmy wolni, mieliśmy nieograniczony dostęp do miejsc, do których nigdy nie weszlibyśmy z wózkiem, ja miałam wolne ręce, Noel poczucie bezpieczeństwa i spokojny sen. Cóż to był za cudowny czas! 😉

Poznałam to wyjątkowe środowisko. Kilka bliskich mi koleżanek z chustoświata wzbudziło we mnie pomysł do szycia nosideł ergonomicznych. Na początku pomyślałam, że to szalona idea! Przecież to dla mnie czarna magia! 😉 Jednak w międzyczasie odważyłam się postawić wszystko na jedną kartę. Wzięłam udział w programie funduszy europejskich, złożyłam wniosek i otrzymałam dotację na rozpoczęcie własnej działalności 😉

Przez kilka miesięcy dziewczyny podsycały we mnie myśl, że warto spróbować, dotąd „podlewały” to wzrastające ziarenko, aż w końcu wykiełkowało! Stworzyłam pierwsze prototypy nosideł, w których najpierw nosiłam Noela, by osobiście przekonać się, co należy poprawić. Później prosiłam o radę innych młodych rodziców i słuchając ich sugestii, nanosiłam kolejne poprawki.

W końcu udało się uszyć nosidło idealne dla wielu rodziców, z fantastycznie wypełnionymi pasami, proste, z intuicyjną obsługą. To właśnie w tej jego prostocie tkwi siła!

W sklepie znajdziecie również praktyczne i niezbędne produkty, m. in: otulacze, pościel, śpiwory do wózka. W planach jest rozszerzenie asortymentu o kokony niemowlęce czy dziane kocyki.

Przez pierwsze 3 lata istnienia firmy siedzibą Green Donkey była Łódź, będąca bezapelacyjnie zagłębiem polskiego włókiennictwa. To z Łodzi pochodzi większość naszych kontrahentów i dostawców. Tam też mamy wielu stałych klientów <3

W tej chwili nową siedzibą firmy jest podwarszawski Wołomin, notabene moje rodzime miasto, gdzie wszystko się zaczęło. To tutaj- w naszej pracowni projektujemy, szyjemy i pakujemy nasze wszystkie produkty. Zarówno Łódź, jak i Wołomin, zajmują szczególne miejsce w moim sercu.

Teraz do Green Donkey dołączyła również moja przyjaciółka ze szkolnej ławki- Agnieszka. Można nawet powiedzieć, że dzisiaj łączy nas podwójna przyjaźń, ponieważ nasze dzieci- Ola i Noel są rówieśnikami, chodzą razem do przedszkola i uwielbiają spędzać ze sobą czas. W naszej pracowni mają nawet swój kącik 😉

Wierzymy, że nasza znajomość, trwająca już ponad ćwierć wieku, wkrótce zaowocuje nowymi pomysłami, również dzięki naszej współpracy.

Dzięki stałemu rozwojowi, codziennie zdobywanych doświadczeniach, z głowami pełnymi pomysłów mamy nadzieję stworzyć markę, dzięki której Wasze rodzicielstwo i dzieciństwo Waszych maluchów stanie się jeszcze bardziej wyjątkowe, sprawi Wam wiele radości i będzie dla Was wsparciem w codziennym życiu.

Dziękujemy, że z Nami jesteście!

Green Donkey charytatywnie

Osiołkowi nie jest obojętny los potrzebujących. Dlatego w miarę możliwości angażujemy się w działania filantropijne. Przekazując nasze nosidła, bierzemy czynny udział w loteriach organizowanych przez grupy wspierające akcje charytatywne, część zysku przekazywana jest na rzecz ciężko, często nieuleczalnie chorych, zarówno dzieci, jak i rodziców.

Wierzymy, że dokładając naszą cegiełkę, pomagamy potrzebującym pokonywać problemy i troski, z którymi borykają się nierzadko każdego dnia.

Siła akcji charytatywnych tkwi we wspólnych, aktywnych działaniach i integracji. Razem niesiemy realną i wymierną pomoc!

Jesteśmy też ogromnymi miłośnikami czworonogów <3

Mimo, że bardzo staramy się, by w naszej pracowni było jak najmniej odpadów tkanin, z których szyjemy, to i tak zawsze zostają większe lub mniejsze ścinki. Często mamy też kawałki materiałów, których nie możemy już wykorzystać, szyjąc nasze produkty. Nigdy ich nie wyrzucamy! Większe części zszywamy ze sobą, a małymi skrawkami oraz miękkimi kawałkami ciepłego wypełnienia, tego od śpiworków lub kołderek, wypychamy wnętrze i tak powstają patchworkowe, kolorowe legowiska dla zwierząt, które przekazujemy do schronisk. W tym roku udało nam się podarować kilkadziesiąt takich posłań piesełkom i kotełkom ze Schroniska na Marmurowej w Łodzi. Mamy nadzieję, że chętnie z nich korzystają!

Jak pakujemy?

Zarówno w życiu prywatnym, tak i w pracowni, kierujemy się ideą less waste.

Wierzymy, że poprzez ograniczenie ilości produkowanych odpadów, jesteśmy w stanie poprawić stan środowiska, w którym będą przecież żyć nasze dzieci.

Dlatego dla naszych produktów wybraliśmy opakowania, które powstały z surowców wtórnych i podlegają dalszemu przetwarzaniu. Większość naszych wytworów pakowana jest w kartony lub wytrzymały papier pakowy. Jeśli nasi klienci zdecydują się odebrać swoje zamówienie osobiście, to dostaną je w papierowej torbie z makulatury.

Takie drobne, pozytywne zmiany ostatecznie prowadzą do zmniejszenia ilości niepotrzebnych śmieci. Mamy nadzieję, że dzięki temu choć trochę przyczyniamy się do promowania ekologicznego stylu życia. 

Historia Green Donkey

Mam na imię Iza. Jestem mamą pięcioletniego Noela. Fakt, że chcesz dowiedzieć się więcej o mnie i o Green Donkey, bardzo mnie cieszy 🙂

Moja szyciowa” historia miała swój początek wiele lat temu, kiedy byłam małą dziewczynką. Wtedy to wydawało mi się, że maszyna do szycia jest po prostu meblem, taką integralną częścią wystroju naszego mieszkania. Kiedy zasiadała do niej moja babcia Marcia, ja, siedząc z boku, bacznie obserwowałam, jak spod jej igły wychodzi kolejny „uszytek”. Dla mnie, kilkuletniej dziewczynki, były to swoiste dzieła sztuki. Babcia szyła piękną pościel, ale ja najbardziej zapamiętałam urocze sukienki, które projektowała dla mnie i dla mojej siostry. Przykładała ogromną wagę do szczegółów, każda falbanka, guziczek, haft były perfekcyjnie dopracowane. Dzisiaj wiem, że to po babci Marci odziedziczyłam pasję do szycia i dbałość o szczegóły. Mimo, że nie zdążyła osobiście nauczyć mnie wielu rzeczy, to do dziś dumnie korzystam z wielu akcesoriów krawieckich, jakie po sobie zostawiła, w tym z podstawowego atrybutu każdej krawcowej- centymetra <3

Jestem wdzięczna mamie za to, że zachowała wszystkie te rzeczy w idealnym stanie i po latach mi je przekazała- to moje skarby!

Filutek- to jego pierwszego stworzyłam! Był on pieskiem- przytulanką, uszytym z flaneli w kratkę, w miejscach oczu miał dwa guziczki, a na jego pyszczku widniał szczery, ręcznie wyhaftowany uśmiech. Każdej nocy tuliłam go do snu 🙂

Niestety, któregoś dnia Filutek padł ofiarą mojego żywego czworonoga…A może by go tak wskrzesić po tych 30 latach? 😉

Po latach rozpoczęłam naukę w szkole krawieckiej, którą z bólem serca musiałam przerwać z powodu przeprowadzki do innego miasta. Maszynę jednak zabrałam ze sobą. Towarzyszyła mi w codziennym życiu, dużo szyłam, zostając samoukiem 🙂

Kiedy będąc w ciąży z Noelem przyszedł czas na kompletowanie wyprawki, przekopując Internet, nie mogłam znaleźć nic, co chwyciłoby mnie za serce. Postanowiłam, że sama wszystko uszyję i… to był strzał w dziesiątkę! Po pierwsze – sprawiło mi to ogromną przyjemność, a po drugie – okazało się nowym sposobem na życie 😉

Moje rękodzieła pokazałam znajomym, którzy zaczęli składać u mnie pierwsze zamówienia.

W końcu zaczęłam przygodę z chustonoszeniem, a potem z nosidłem. Zakochałam się w tej formie noszenia Noela, był blisko mnie, bezpieczny, spokojny, czułam, jak wytwarza się ta magiczna więź między mamą a dzieckiem, której nie sposób porównać z niczym innym. Byliśmy wolni, mieliśmy nieograniczony dostęp do miejsc, do których nigdy nie weszlibyśmy z wózkiem, ja miałam wolne ręce, Noel poczucie bezpieczeństwa i spokojny sen. Cóż to był za cudowny czas! 😉

Poznałam to wyjątkowe środowisko. Kilka bliskich mi koleżanek z chustoświata wzbudziło we mnie pomysł do szycia nosideł ergonomicznych. Na początku pomyślałam, że to szalona idea! Przecież to dla mnie czarna magia! 😉 Jednak w międzyczasie odważyłam się postawić wszystko na jedną kartę. Wzięłam udział w programie funduszy europejskich, złożyłam wniosek i otrzymałam dotację na rozpoczęcie własnej działalności 😉

Przez kilka miesięcy dziewczyny podsycały we mnie myśl, że warto spróbować, dotąd „podlewały” to wzrastające ziarenko, aż w końcu wykiełkowało! Stworzyłam pierwsze prototypy nosideł, w których najpierw nosiłam Noela, by osobiście przekonać się, co należy poprawić. Później prosiłam o radę innych młodych rodziców i słuchając ich sugestii, nanosiłam kolejne poprawki.

W końcu udało się uszyć nosidło idealne dla wielu rodziców, z fantastycznie wypełnionymi pasami, proste, z intuicyjną obsługą. To właśnie w tej jego prostocie tkwi siła!

W sklepie znajdziecie również praktyczne i niezbędne produkty, m. in: otulacze, pościel, śpiwory do wózka. W planach jest rozszerzenie asortymentu o kokony niemowlęce czy dziane kocyki.

Przez pierwsze 3 lata istnienia firmy siedzibą Green Donkey była Łódź, będąca bezapelacyjnie zagłębiem polskiego włókiennictwa. To z Łodzi pochodzi większość naszych kontrahentów i dostawców. Tam też mamy wielu stałych klientów <3

W tej chwili nową siedzibą firmy jest podwarszawski Wołomin, notabene moje rodzime miasto, gdzie wszystko się zaczęło. To tutaj- w naszej pracowni projektujemy, szyjemy i pakujemy nasze wszystkie produkty. Zarówno Łódź, jak i Wołomin, zajmują szczególne miejsce w moim sercu.

Teraz do Green Donkey dołączyła również moja przyjaciółka ze szkolnej ławki- Agnieszka. Można nawet powiedzieć, że dzisiaj łączy nas podwójna przyjaźń, ponieważ nasze dzieci- Ola i Noel są rówieśnikami, chodzą razem do przedszkola i uwielbiają spędzać ze sobą czas. W naszej pracowni mają nawet swój kącik 😉

Wierzymy, że nasza znajomość, trwająca już ponad ćwierć wieku, wkrótce zaowocuje nowymi pomysłami, również dzięki naszej współpracy.

Dzięki stałemu rozwojowi, codziennie zdobywanych doświadczeniach, z głowami pełnymi pomysłów mamy nadzieję stworzyć markę, dzięki której Wasze rodzicielstwo i dzieciństwo Waszych maluchów stanie się jeszcze bardziej wyjątkowe, sprawi Wam wiele radości i będzie dla Was wsparciem w codziennym życiu.

Dziękujemy, że z Nami jesteście!

Green Donkey charytatywnie

Osiołkowi nie jest obojętny los potrzebujących. Dlatego w miarę możliwości angażujemy się w działania filantropijne. Przekazując nasze nosidła, bierzemy czynny udział w loteriach organizowanych przez grupy wspierające akcje charytatywne, część zysku przekazywana jest na rzecz ciężko, często nieuleczalnie chorych, zarówno dzieci, jak i rodziców.

Wierzymy, że dokładając naszą cegiełkę, pomagamy potrzebującym pokonywać problemy i troski, z którymi borykają się nierzadko każdego dnia.

Siła akcji charytatywnych tkwi we wspólnych, aktywnych działaniach i integracji. Razem niesiemy realną i wymierną pomoc!

Jesteśmy też ogromnymi miłośnikami czworonogów <3

Mimo, że bardzo staramy się, by w naszej pracowni było jak najmniej odpadów tkanin, z których szyjemy, to i tak zawsze zostają większe lub mniejsze ścinki. Często mamy też kawałki materiałów, których nie możemy już wykorzystać, szyjąc nasze produkty. Nigdy ich nie wyrzucamy! Większe części zszywamy ze sobą, a małymi skrawkami oraz miękkimi kawałkami ciepłego wypełnienia, tego od śpiworków lub kołderek, wypychamy wnętrze i tak powstają patchworkowe, kolorowe legowiska dla zwierząt, które przekazujemy do schronisk. W tym roku udało nam się podarować kilkadziesiąt takich posłań piesełkom i kotełkom ze Schroniska na Marmurowej w Łodzi. Mamy nadzieję, że chętnie z nich korzystają!

Jak pakujemy?

Zarówno w życiu prywatnym, tak i w pracowni, kierujemy się ideą less waste.

Wierzymy, że poprzez ograniczenie ilości produkowanych odpadów, jesteśmy w stanie poprawić stan środowiska, w którym będą przecież żyć nasze dzieci.

Dlatego dla naszych produktów wybraliśmy opakowania, które powstały z surowców wtórnych i podlegają dalszemu przetwarzaniu. Większość naszych wytworów pakowana jest w kartony lub wytrzymały papier pakowy. Jeśli nasi klienci zdecydują się odebrać swoje zamówienie osobiście, to dostaną je w papierowej torbie z makulatury.

Takie drobne, pozytywne zmiany ostatecznie prowadzą do zmniejszenia ilości niepotrzebnych śmieci. Mamy nadzieję, że dzięki temu choć trochę przyczyniamy się do promowania ekologicznego trybu życia.

Marka wywodząca się z Łodzi
Pasja do szycia
Atestowane materiały

Tutaj osiołek jest najczęściej

Image module
0
FACEBOOK
Image module
0
Instagram